Data: 24.05.2025
Miejsce: Łódź
Dystans: 10 km
Do Łodzi dotarliśmy dzień przed biegiem, wysiadając na dworcu Łódź Fabryczna. To właśnie tam zlokalizowane było biuro zawodów. Odbiór pakietów przebiegł bezproblemowo, a ich zawartość okazała się bogata: oprócz numeru startowego znalazły się przekąski, kosmetyki oraz koszulka techniczna.
Następnego dnia poranek był spokojny. Obiad zjedliśmy około godziny 15:00, zostawiając sobie odpowiedni zapas czasu na trawienie przed wieczornym startem. Warunki do biegu były dobre – umiarkowana temperatura, bez silnego słońca. Zważywszy na obecną formę planowałem pobiec na czas w granicach 37 minut. Podobny wynik uzyskałem tu 2 lata wcześniej, choć trasa była wtedy poprowadzona nieco inaczej.
Po 18:30 opuściliśmy hotel, łącząc rozgrzewkę z dojściem na start, który również znajdował się przy dworcu Łódź Fabryczna. Po kilku minutach truchtu, kilku rytmach i rozciąganiu ustawiłem się za linią startu.
Przebieg
Od startu ruszyłem w grupie zawodników utrzymujących tempo między 3:30 a 3:40 min/km. Pierwszy kilometr przebiegłem w 3:35, czyli szybciej niż pierwotnie planowałem. Biegło mi się swobodnie, więc zdecydowałem się utrzymać tę intensywność, nawet jeśli chwilami tempo nieco spadało.
Po kilku zakrętach przez łódzkie uliczki dotarliśmy do Placu Wolności, skąd rozpoczął się długi, prosty odcinek ulicą Piotrkowską na południe. Przy trasie nie brakowało kibiców – zarówno przypadkowych przechodniów, jak i zorganizowanych grup dopingujących. Czułem się dobrze, tętno pozostawało w normie.

W okolicach Stajni Jednorożców skręciliśmy w ulicę Mickiewicza, na której znajdował się długi na 700 metrów zbieg. Po nawrocie, na podbiegu, przy punkcie odżywczym trafiał półmetek trasy. Minąłem go w czasie 18:07, miałem więc jeszcze spory zapas. Podbieg jakoś specjalnie nie zaburzył tempa, ale nałykanie się powietrza przy łyku wody na punkcie już tak 🙃
Gdy walczyłem z dyskomfortem wróciliśmy na Piotrkowską biegnąc dalej na południe. Półtorakilometrowy odcinek prowadził delikatnie z górki, co pozwoliło utrzymać dotychczasowe tempo. Wiedziałem jednak, że końcowe kilometry będą bardziej wymagające – zarówno przez profil trasy, jak i narastające zmęczenie.
Przed nawrotem przy ul. Milionowej pojawiły się dalsze problemy żołądkowe, które ostatecznie na szczęście nie nasiliły się zbytnio. Po 7 km zmagań czekał nas dłuższy, choć łagodny podbieg, gdzie zwolniłem znacznie bardziej, niż powinienem. Biegło się coraz trudniej i dotychczasowe problemy dały mi się we znaki. Paru zawodników mnie wyprzedziło, ale ja również minąłem kilku rywali będących najwyraźniej w większym niż mój kryzysie.
Przy Stajni Jednorożców czekał nas krótki i płaski fragment ulicą Piłsudskiego, następnie skręciliśmy w Sienkiewicza zbliżając się znowu do dworca Łódź Fabryczna. Po 2 km męki udało mi się uspokoić żołądek i zmobilizować na końcówkę. Śledząc topniejący zapas czasu przyspieszyłem na ile byłem w stanie, rzutem na taśmę wyprzedzając jeszcze kilku zawodników.
Na metę wpadłem z czasem 37:00 zajmując 133. miejsce open i 62. w kategorii wiekowej

Po biegu odebrałem medal i pakiet regeneracyjny, a następnie udałem się na masaż. Miasteczko biegowe na terenie dworca zostało zorganizowane sprawnie – przestrzeń była dobrze zaplanowana, bez tłoku. Po wszystkim potruchtałem z powrotem do hotelu.
Mam mieszane odczucia co do tego startu. Z jednej strony plan został zrealizowany, ale czułem, że w obecnej dyspozycji mógłbym urwać jeszcze 20–30 sekund. Tętno nie było szczególnie wyższe, niż podczas innych startów na dychę, co wskazuje, że rezerwy sił były. Niestety, powracające problemy żołądkowe ponownie dały o sobie znać. Możliwe, że wpływ miała nietypowa pora biegu, nieoptymalne ustawienie posiłków w ciągu dnia, sytuacja z wodą na punkcie… ogólnie jak to się mawia: „Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy” 😉
Nie traktuję jednak tego jako porażki – to nie był ostatni bieg na 10 km w tym sezonie. W kolejnym starcie postaram się wyciągnąć wnioski i poprawić rezultat. Dla porównania: dwa lata temu w tej imprezie, choć na nieco innej trasie, uzyskałem czas 36:53. Poziom zatem jest podobny, tym razem zabrakło szczęścia, żeby dowieźć wynik. Tak to już bywa 🙂